dworzecwspomnienia

Wspomnienia Georga Hoffmanna

Rankiem 22.8.1946 przejechaliśmy przez Ostródę i z przerażeniem zobaczyłem spalone śródmieście. Staliśmy na dworcu towarowym mniej więcej na wysokości Czarnego Rogu i czekaliśmy na dalszą jazdę.  Teraz byłem już całkiem pewny, że nawet przy tak dużym utrudnieniu i jazdę jednym torem tego samego dnia przejedziemy przez moje strony rodzinne – przez Iławę.  I myślałem tylko o ponownym spotkaniu z tą kochaną miejscowością, ubóstwianą przez całą moją rodzinę.  Jako pięcioosobowe rodzeństwo zawsze już od wczesnego dzieciństwa wychwalaliśmy moment pełni wdzięczności, że mój ojciec przed przełomem wieków osiedlił się tutaj przypadkiem.  Miasto i jego otoczenie były dla nas zawsze niezwykłe i wyjątkowo piękne, kiedy już zobaczyliśmy inne krajobrazy i kraje.

Teraz w krótkim czasie miałem zobaczyć ukochane ponad wszystko strony rodzinne. Nie da się opisać mojego oczekiwania.  Wreszcie maszyna ruszyła i ostatni koledzy szybko wspięli się do wagonów. Cieszyliśmy się na każdej stacji możliwie długo z odzyskanej wolności, jazdy przy otwartych drzwiach i swobodnego wysiadania i wsiadania.  Rosyjscy wartownicy przyglądali się obojętnie tłumowi i jeździe do wolności.  Jechaliśmy wzdłuż Jeziora Drwęckiego i przekroczyliśmy rzekę Drwęce w okolicy Samborowa.  Było już widać Stanowo a potem Frednowy i Rudzienice. Jeśli chodzi o dwie ostatnie wymienione miejscowości to mam ogromnie dużo wspomnień z dzieciństwa, najwięcej z Rudzienic.  Widziałem tam kościół, dwór, aleje.

Będące pod ochroną topole czarne stały przy drogach. Po prawej stronie drogi mignął folwark Karłowo, a wielkie jezioro Łabędź pojawiło się za pagórkami.  Ponieważ dojeżdżaliśmy do Nowej Wsi za chwilę powinno się pojawić w oddali ukochane miasto.  Nie mogłem się opanować, byłem w dziwnym stanie. Nie wiedziałem, jak mam się zachować. Może powinienem się całkowicie odwrócić, usiąść w ciemnym kącie, aby nic więcej nie widzieć? Być może powinienem wymknąć się z transportu i zostać tu, aby każdym strzępkiem trzymać się kurczowo tego kawałka ziemi na dobre i na złe, bez zastanawiania się i bez względu na skutki? Pociąg dudnił pośpiesznie dalej i nie było więcej czasu na podjęcie jakiejkolwiek decyzji.  Wszystko potoczyło się swoim torem: ogarnęło mnie niepohamowane pragnienie, aby zobaczyć jak najwięcej szybko i wyraźnie i zatrzymać całym sercem, mocno i niezatarcie aż do ostatniego tchu. Mój umysł poprosił  o pomoc wszystkie moce świata i prosił, aby zachować wszystkie obrazy, także te beznadziejne i wstrząsające i wypalić jak piętno w zranionej duszy.

Ponieważ ponad polami Nowej Wsi i Wesołówki szybko pojawiło się miasto, przede wszystkim bryła starego kościoła, moje serce zamarło przepełnione goryczą i bólem. Patrzyłem tak, jak bym śnił. Czy to rzeczywiście była prawda, rzeczywistość? Nasza sytuacja, nasze uwięzienie, nasze wygnanie, nasza poniewierka – jak to mogło się stać? Przejechaliśmy przez wąwóz. Odymiony na czarno drewniany znany od dzieciństwa most z drogą gruntową rozciągał się nad linią kolejową. Nie było sygnału, pozwolenia na wjazd, zatrzymaliśmy się na moście nad rzeką Iławką. Strasznie zacząłem się spieszyć.  Teraz liczyło się tylko szybko, szybko wszystko zobaczyć i zapamiętać. Najpierw zobaczyłem ponownie stary kościół. Jego obraz wstrząsnął mną aż do najgłębszych zakamarków mojej duszy.  W tym kościele zostałem ochrzczony, bierzmowany i wziąłem ślub, w nim stała trumna mojego ojca.  I jak samobójca, który głęboko upada, i w czasie tego upadania w ciągu sekundy przebiega mu przed oczami całe jego życie, tak ja widziałem mój i jeszcze tysięcy innych niemieckich rodzin głęboki, religijny i poprzez bieg wydarzeń dramatyczny związek z tą budowlą przez ponad sześć wieków.

Powitałem i pozdrowiłem kościół, który już nieraz w czasie wieków pozostał jako jedyny po pożarze i wojnie, jakby górował ponad całą ludzką niepewnością.  Także nowy katolicki kościół pozostał nienaruszony.  Poza tym nie widziałem jednak dużo domów, które jeszcze miały dach. Długa ulica Dworcowa wydawała się być całkowicie spalona. Wysokie domy urzędników obok willi inżyniera budowlanego Kleina, potem naprzeciw domu Schefflera, dom na ulicy hrabiego Yorcka nr 1 i domy za urzędem d.s. zaopatrzenia, także on sam jak i w ogóle wszystko, co mogłem stąd zobaczyć, było rozbitą i wypaloną ruiną.  Także ruiną w pustymi oknami był dom z mieszkaniem moich teściów.  Całkowicie uszkodzony był też dach, pod którym moja żona spędziła dzieciństwo. Ponieważ ten dom stał pojedynczo, nie mógł paść ofiarą ogólnej pożogi.  To samo dotyczyło domu na ulicy Ostródzkiej nr 3, tego wysokiego domu mieszkalnego za śluzą rzeki Iławki i wielu innych. Teraz zobaczyłem cmentarz i szukałem wzrokiem grobu mojego ojca. Czule obejmowałem ten kąt między krzewami i drzewami żałobnymi i odtąd poruszałem oczami tam i z powrotem. To był ten bolesny trójkąt: kościół – cmentarz – ulica Dworcowa – teraz zniknęły ruiny ulicy Dworcowej, ponieważ jechaliśmy dalej, najpierw przejechaliśmy przez niski most betonowy potem przez duży most żelazny.  Hotel Dworcowy jak i leżące naprzeciw mieszkań zawiadowców odcinków torowych obróciły się naturalnie w proch. Wspomnienia goniły mnie jak zaszczutą zwierzynę. Moja świadomość była boleśnie podzielona: oczy analizowały to, co widziały, a w sercu stale pojawiało się wspomnienie.  Teraźniejszość i przeszłość nasuwały się myląc zmysły. Prowadziły walkę o pierwszeństwo. Na tym samym ekranie wyświetlały się dwa różne filmy. Żyłem jak w stanie wysokiej gorączki.

Budynek dworca stał, dworcowy urząd pocztowy był spalony.  Tylko nowy budynek urzędników kolei i dawny przejazd do drogi gruntowej do Radomna obróciły się w popiół – łatwo przyszło, łatwo poszło. Dziwnym sposobem wysoka noclegownia obok budynku dworcowego zachowała się.  Teraz bardzo wolno przejechaliśmy przez perony. Deutsch Eylau została zmieniona na Iławę. Wjeżdżał właśnie pociąg osobowy, z którego polscy cywile uśmiechali się o nas szyderczo  i całkowicie skonsternowany patrzyłem na to wszystko. Szczególnie silnie powróciły znów wspomnienia. Odjazdy i przyjazdy na ten dworzec oddzielały w moim życiu bardzo ważne okresy i przypomniałem sobie w tym momencie wiele bolesnych i radosnych przyjazdów i odjazdów w wielu poprzednich latach.  Ale te z pewnością silne wspomnienia zostały odsunięte na bok przez teraźniejsze odczucia. Dworzec był bez wątpienia niemieckim dworem.  Od momentu budowy nie był niczym innym.  Za nim było położone niemieckie miasto. Od jego zbudowania przed 600 laty nie było inaczej. Tutaj mieszkało 12000 osób i zawsze byli to Niemcy.  Teraz obcy ośmielają się, tak się z tym obchodzić, jak by byli tu w pewnym sensie legalnie. Byłem z tego powodu tak wytrącony z równowagi, że kompletnie straciłem grunt pod nogami.  Najpierw wszystko się we mnie burzyło przeciwko temu, potem byłem bezgranicznie smutny jak jakiś szaleniec, który ma atak i nagle zaczyna płakać bez powodu. Usiadłem na czas naszego pobytu na szynie następnego toru i patrzyłem niesamowicie zmęczony i uspokojony między dwoma wagonami na wieżę wodną, tę starą, okrągłą budowlę z niebiesko-szarym spiczastym dachem. Marzyłem o przejażdżkach w dzieciństwie obok tego zaufanego towarzysza, o przyjemnych, miłych spacerach z dziewczyną, która została moją żoną i osobliwych czasach młodości w armii z musztrą, tam, na małym placu obok wieży.  Kiedy usiadłem na mojej szynie, pojawiła się w oddali z oparów Dylewska Góra, która była dla mnie zawsze symbolem mojej ojczyzny.  Widziałem ją, kiedy stałem nad grobem ojca, kiedy w Siemianach na wysokości wsi wchłanialiśmy obraz ojczyzny jak jakiś wspaniały zapach.  Tak więc siedziałem w moim mieście rodzinnym, w Iławie, kilka godzin na szynie i bardzo cierpiałem. Co daje mi zwolnienie z niewoli? Dlaczego w ogóle jeszcze żyję? Kto tak po prostu mógł mi zabrać moją ojczyznę?

Rosyjski wartownik potrącił mnie. Nie widziałem, że moi koledzy ponownie wsiedli i że podróż będzie kontynuowana.  Całkiem roztrzęsiony wsiadłem do wagonu. I kiedy ten las, las kraju rodzinnego, dzieciństwa, szczęścia stał się tak straszny, aby wyrwać ostatni obraz z moich oczu, modliłem się, ponieważ nie wiedziałem, co począć. Koła telepały się bezustannie: kościół, cmentarz, ulica Dworcowa.

Na zachodzie rozdartej ojczyzny czekała na mnie moja żona i moje dzieci.

Georg Hoffmann, Noch einmal sah ich Deutsch Eylau, „Wir Ostpreussen” 1949, s. 8-9.
tłumaczenie: Michał Młotek

Dodaj komentarz