panert4

Stanisław Panert – Wspomnienia z okresu okupacji, część 4

Iława – miasto, o którym zapomniano, którego nie umieszczono na mapie zbrodni hitlerowskich.

Na niewielkim skrawku ziemi, może około 4 ha, stało 14 baraków drewnianych o długości 50 m i szerokości 14 m. W każdym baraku było 11 celi i dwie wartownie. Jedna od frontu po prawej stronie, a od tyłu po lewej stronie. W jednej celi stało 9 pryczy piętrowych, czyli 18 łóżek. Były też cele, które miały 3-piętrowe prycze, czyli 27 łóżek. W jednym baraku przebywało 198 więźniów i dwóch wachmanów. Wobec potwornego przepełnienia zrozumiałe jest, że stan sanitarny był nie do zniesienia. W tych warunkach zdrowie wszystkich więźniów narażone było na poważne niebezpieczeństwa. Codziennie z rana i pod wieczór wynoszono na korytarz zmarłych lub zabitych. Pamiętam, jednego ranka z mojej celi nr 4 wyniesiono 6 zmarłych. Z trzech baraków pędzono więźniów do ciężkich robót. W dwóch barakach przebywali więźniowie już wyczerpani fizycznie, osłabieni, głodni, świadomie oczekujący na wybawcę, jakim była śmierć.

Poza łazienką były dwa baraki – w pierwszym była trupiarnia, która stała od strony torów kolejowych. Rozmiarami była podobna do celi. Reszta baraku przeznaczona była na pracownię wyplatania koszy do pocisków artyleryjskich. Drugi barak był większy i wyższy, podobny do stodoły.

W pierwszych dniach stycznia 1944 r. wachmani chodzili po celach i wybierali więźniów najsilniejszych, tych, w których było trochę życia i mogli utrzymać się na nogach. Wybrali 18 więźniów (ja również byłem w tej grupie). Wypędzono wszystkich wybranych na plac apelowy, ustawili nas w szeregi, dali rozkaz odliczyć, następnie sami przeliczyli. Padła komenda „baczność! załóż czapki i marsz do baraku”, który był pierwszym od strony miasta a drugim od łazienki.

W tym baraku przypadło nam generalne sprzątanie: mycie podłóg, wypychanie słomą sienników, ustawianie czteropiętrowych pryczy. Pracowaliśmy do późnej nocy. Tego wieczoru widziałem, jak podjechał samochód ciężarowy od tyłu pod trupiarnię. Z samochodu wyszło trzech mężczyzn, niby to żołnierze, niby wachmani. Trudno było rozpoznać z powodu panującego mroku. Parę minut postali, porozmawiali i zaczęli ubierać się w kitle, maski na nos, usta, rękawice. Od tyłu otworzono drzwi i zaczęli ładować trupy na samochód. Dwóch podawało, a trzeci odbierał przy pomocy haka.

Przyjacielu mój, po 38 latach, 24 czerwca 1982 roku, na prośbę z Iławy, byłem zaproszony, aby wyjaśnić sprawę byłego obozu hitlerowskiego na tym skrawku ziemi. Widziałem jeszcze tych bandytów, od których ta ziemia drżała, widziałem też więźniów głodujących i konających, bijących i pobitych, topiących i potopionych, mordujących i pomordowanych. Widziałem też kupę trupów zmarłych śmiercią głodową. Widziałem ściany obryzgane, podłogi zalane krwią, która ciąży do dnia dzisiejszego.

Z tej oto drżącej ziemi woła do ciebie przyjacielu wielkim głosem duch mordowanej młodzieży, który pomści się za naszą krew, łzy i cierpienia zadawane przez hitlerowskich bandytów.

Pamiętaj, że byłem młody, jak ty jesteś dzisiaj i tu w Iławie odebrano nam to, co jest najważniejsze z życia, abyś był wolnym od faszystowskich kajdanów.

Po 38 latach usłyszałem jeszcze głos dzwonu, który codziennie o wczesnej godzinie zwoływał żywych do ciężkich robót. Słyszałem głos dzwonu, który codziennie z rana o wczesnej godzinie jęczał, jakby opłakiwał rannych i pomordowanych najlepszych synów miast i wsi, różnego wieku, przedstawicieli różnych warstw i środowisk, różnych poglądów, zawodów, różnych wyznań religijnych.

Ten skrawek ziemi jest nie tylko wstrząsającym przypomnieniem hitlerowskiego ludobójstwa, ale ostrzega nas i nasze pokolenia od faszyzmu i zagłady naszego życia.

Stanisław Panert,
Trzcianka

Komentarze “Stanisław Panert – Wspomnienia z okresu okupacji, część 4

  1. Bardzo fajna strona, znalazłam tutaj mnóstwo fajnych materiałów które poszerzyły moją wiedzę. Fajnie że są w sieci takie strony.

Dodaj komentarz