komossa_wspomnienia

Wspomnienia Gerda-Helmuta Komossy

W Borach Tucholskich weszliśmy do jakiejś wsi. Na zakręcie drogi stała szkoła, którą Rosjanie przemienili na szpital polowy. Na skraju drogi stali ranni żołnierze, pluli na nas i bili nas swymi kulami albo obrzucali kamieniami. Wyprostowaliśmy się, szliśmy z podniesionymi głowami. Na tarasie przed budynkiem stała grupa rosyjskich oficerów, w środku której rozpoznałem po dystynkcjach majora. Gdy my, oficerowie na czole kolumny, przechodząc obok, oddaliśmy majorowi żołnierskie honory, odpowiedział on na pozdrowienie i – słyszałem to bardzo dokładnie – powiedział do oficerów stojących u jego boku: „Towarzysze, patrzcie, tam maszerują najlepsi żołnierze świata!”.

O zmroku dotarliśmy do innej wsi, z której przepędzono Niemców. Teraz w ich domach mieszkali Polacy. Rosyjski oficer wydał krótkie rozkazy i kazał swym żołnierzom, niezbyt życzliwie obchodzącym się z Polakami, opróżnić wieś. Potem domy te zostały nam przydzielone jako miejsca noclegu. Zapadliśmy w głęboki sen.

Trzeciego dnia niewoli maszerowaliśmy dalej. Pod wieczór doszliśmy w żałosnym stanie do miasta Iławy. Na skraju miasta znajdowało się „Osiedle Adolfa Hitlera”. Tak nazywano w III Rzeszy osiedla budowane dzięki korzystnym kredytom głównie dla robotniczych rodzin. Tutaj mieliśmy spędzić noc. Na następny dzień miało się, jak mówił rosyjski oficer towarzyszący naszej kolumnie, rozpocząć zwalnianie nas do ojczyzny. Jeszcze tylko rejestracja, powiedział.

Zanim mogliśmy urządzić sobie nocleg, niektórzy z towarzyszy musieli pogrzebać najpierw kilka kobiecych zwłok, leżących tuż obok domów. Nie był to ładny widok. Potem zapadliśmy w głęboki sen. Nie zauważyliśmy, że przez noc inni jeńcy pobudowali wokół osiedla ogrodzenie z kolczastego drutu.

Gdy obudziliśmy się następnego ranka ujrzeliśmy ogrodzenie. „Na powrót do domu?” – dziwiliśmy się. Lecz w ciągu dnia powrócił niejaki porządek. Oficerowie zostali przydzieleni do domów, każdej dziesiątce oficerów przyznano jednego ordynansa, który miał dbać o czystość domu, czyścić buty i przynosić jedzenie. Dostaliśmy także papierosy. Tak więc życie w pierwszych dniach niewoli okazało się całkiem znośne. Z każdym dniem jednak nikła nadzieja na szybkie zwolnienie nas jako internowanych. Nikła tym bardziej, że teraz przygotowywano transporty jeńców w głąb rosyjskiego kraju.

Mijały dni i tygodnie. Znaleźliśmy książki i mieliśmy czas na czytanie, graliśmy w szachy i zaczęliśmy się przygotowywać na wymarzone studia w ojczyźnie. Codziennie jednak na wschód do Rosji wysyłany był nowy transport. Po kilku tygodniach przyszła i moja kolej. Miałem jechać do Smoleńska. Do pociągu ładowano najpierw bydło rzeźne, które miało zostać zjedzone podczas długiej jazdy. Potem załadowano nas. Oficerowie otrzymali osobny wagon zwierzęcy, w każdym wagonie było około 60 żołnierzy. Ścisk był nieludzki. W środku wagonu wycięto w podłodze okrągły otwór, to była toaleta. Niektórzy z nas musieli leżeć tuż obok tej dziury. Ja miałem szczęście i znalazłem miejsce na drewnianej pryczy na drugim „piętrze”.

Pociąg jechał przez Olsztyn i kilka kilometrów za miastem zatrzymał się w otwartym polu. Stał 14 dni. Nie wolno nam było opuszczać wagonów. Od czasu do czasu otwierano drzwi, przed którymi stał strażnik i nie pozwalał nam wysiadać.

Gerd-Helmut Komossa, Z Mazur nad Ren. Powrót na obczyznę, Kraków 2006, s. 148-149.

fot. Iława w 1946 roku, autor nieznany

Komentarze “Wspomnienia Gerda-Helmuta Komossy

Dodaj komentarz