tlo3

Wspomnienia Franciszka Demskiego

W Iławie mieszkałem całą wojnę – od 40. Roku na ulicy Kościuszki, u Nadolnego, zniemczonego Polaka. W warsztacie elektrycznym. W piwnicy było łóżko, a na łóżku nic. Spałem pod kurtką. Robiliśmy 12 godzin – od 7 do 19 dostając dziennie 400 gramów takiego chleba, że woda leciała. I kilogram mięsa na miesiąc.

Pod koniec wojny wywieźli nas na okopy pod Lidzbark, gdzie obsługiwałem agregat elektryczny. Przyszli Rosjanie, skończyło się. Wróciłem do Iławy… Przez dwa lata mieszkałem w Gdańsku i znów wróciłem, bo tam jeziora nie było…

Iława wojenna? Dużo wojska. Czołgiści. Artyleria i piechota – w więzieniu. A tu, gdzie szpital jest, marynarka przybrzeżna… Na rynku stały parterowe domki. Były trzy hotele. Na małej wyspie restauracja. Na dużej też – drewniana, którą potem rozebrano. Po jeziorze pływał statek zaopatrujący wczasowiczów w różne wiktuały… Działały tartaki. Krochmalnia. Mleczarnia, którą Rosjanie spalili. Na Iławce trzy młyny stały… Było minęło.

A ja w 1948 roku po raz pierwszy otworzyłem warsztat. Robiłem instalację do porodówki w ośrodku zdrowia. Potem w tartaku. Sanepidzie. Gdy zaczęli nas gnębić domiarami, taki pan z prezydium doradził mi: „Zamknij pan warsztat, bo i tak pana wykończą”. Poszedłem więc do mleczarni. Potem do wodociągów… Ostatecznie wróciłem na swoje, gdy Gomułka nastał. Wraz ze mną piekarze Korczewski, Ryński i jeszcze jeden, którego nie pamiętam. Dużo było sklepów masarskich, ale z braku klientów zostały tylko trzy: Dreszlera na Starym Mieście, Urzyński koło targowiska i Paturalski koło więzienia.

Działały też dwa warsztaty stolarskie, kilka malarskich. Nawet rowerowy. Powchłaniały je potem zakłady państwowe, spółdzielni… Z tych rzemieślników, którzy zaczynali w Iławie po wojnie, zostało nas przy życiu siedmiu.

W 1970 roku zachorowałem i zlikwidowałem warsztat. Zamieniłem go na kurnik i chlewnię.

Dopóki Gierek był, łatwo się to wszystko prowadziło. Z jego odejściem wszystko siadło. Może teraz znowu będzie lepiej.

Zmieniła się Iława. Syn zawsze jak wróci z Warszawy, to wędruje po mieście i sprawdza, co nowego… Jeszcze jezioro, wyspę trzeba by zagospodarować.

Nie ma co narzekać, tu nie jest źle. Jeszcze tylko trochę pieniędzy i… dobry gospodarz. Taki, który lubi jeziora, jak ja…

Franciszek Demski, Było minęło, „Strona Żółta” 1993.

Dodaj komentarz