hubalalicki

Józef Alicki

Dnia 1 stycznia 1940 roku, w 94 dni po kapitulacji Warszawy i 86 dni po złożeniu broni pod Kockiem przez ostatnich walczących żołnierzy kampanii wrześniowej z Samodzielnej Grupy Operacyjnej „Polesie”, do barokowego kościoła w Poświętnem weszło trzech polskich żołnierzy w pełnym umundurowaniu i uzbrojeniu. Wśród nich był Józef Alicki, żołnierz Oddziału Wydzielonego Wojska Polskiego majora Hubala – jednego z pierwszych polskich oddziałów partyzanckich. „Przestaliśmy całą sumę – wspominał po latach Alicki – wówczas jeszcze nie wszyscy ludzie byli z nami otrzaskani, nic więc dziwnego, że zrobiło to na nich duże wrażenie”. W 6 lat po zakończeniu wojny Józef Alicki, wtedy już jeden z dwóch żyjących żołnierzy „Hubala”, którzy wyszli z dowódcą z Puszczy Augustowskiej i przebywali z nim aż do jego śmierci, zamieszkał w Iławie i tam zmarł w 1989 roku. Od 2000 roku jest patronem jednej z iławskich ulic.

Józef Alicki urodził się 12 października 1913 roku we wsi Wiśniówek na Białostocczyźnie. Ukończył szkołę powszechną w Wysokiem Mazowieckiem i gimnazjum w Łomży. Po zakończeniu edukacji pomagał przez pewien czas rodzicom w pracy na roli. W 1930 roku udało mu się zdobyć pracę w Wysokiem Mazowieckiem w firmie „Wasilewski”, w której pracował do 1934 roku. W tym samym roku otrzymał powołanie do wojska. Do 1937 roku służył w 10. Pułku Ułanów Litewskich w Białymstoku. Zasadniczą służbę wojskową ukończył w stopniu kaprala. Po odbyciu służby wrócił do rodzinnego domu i przez niecałe dwa kolejne lata pomagał w prowadzeniu gospodarstwa w Wiśniówku. W 1938 roku otrzymał pracę w Spółdzielni Rolniczej w Czyżewie.

Na początku lipca 1939 roku Józef Alicki powołany został na sześciotygodniowe ćwiczenia do 4. Pułku Ułanów Zaniemeńskich – pierwszego polskiego pułku, który przekroczył Niemen w walkach o wschodnie granice Polski podczas wojny polsko-bolszewickiej (w tym samym pułku służył także major Zygmunt Edward Szendzielarz, pseudonim „Łupaszko”). 9 lipca, w dniu święta pułkowego – w rocznicę polskiej szarży pod Hrebionką z 1920 roku, Alicki awansował do stopnia plutonowego. Po zakończonych ćwiczeniach jako rezerwista wrócił do Wiśniówka, jednak już kilkanaście dni później, 23 sierpnia 1939 roku, otrzymał ponowne, tym razem mobilizacyjne, wezwanie do wojska. Rozkaz skierował go do Wołkowyska, gdzie koncentrowało się Zgrupowanie Ośrodków Zapasowych Suwalskiej i Podlaskiej Brygady Kawalerii. Alicki trafił do plutonu łączności w 102. Pułku Ułanów. Dowódcą pułku był major Jerzy Florkowski. W Wołkowysku Józef Alicki po raz pierwszy zobaczył majora Henryka Dobrzańskiego: „Major był żywy, energiczny, bardzo dobrze się prezentował, był przystojny” – wspominał w 1981 roku w rozmowie z pułkownikiem Zygmuntem Kosztyłą. Dziś obszerna, 14-stronicowa relacja z tej rozmowy, znajduje się w Muzeum Wojska w Białymstoku i stanowi obok wspomnień Alickiego opublikowanych w Przeglądzie Historyczno-Wojskowym jedno z nielicznych źródeł do dziejów Oddziału Wydzielonego Wojska Polskiego.

Do agresji ZSRR na Polskę Józef Alicki pozostawał w Wołkowysku. 17 września 1939 roku wraz ze 102. Pułkiem Ułanów wyruszył w kierunku Grodna, by wesprzeć obronę miasta. 21 września, po dwóch dniach walk, oddziały polskie opuściły Grodno i skierowały się w stronę granicy litewskiej. „Dowództwo zgrupowania zdecydowało się przejść granicę litewską – wspominał Alicki. – Byłem przy samej granicy, patrzyłem na straż graniczną włóczącą się po sosnowym lesie”. Alicki nie przekroczył granicy. Wraz z siedmioma innymi żołnierzami odłączył się w ostatniej chwili od zgrupowania i skierował na zachód, do Puszczy Augustowskiej. W tym samym kierunku już wcześniej udał się 110. Rezerwowy Pułk Ułanów na czele z podpułkownikiem Józefem Dąbrowskim i majorem Henrykiem Dobrzańskim.

Po nocy spędzonej w lesie grupa dowodzona przez rotmistrza Sołtykiewicza ruszyła w dalszą drogę. Około południa natknęła się na ubezpieczenie 110. Pułku Ułanów. Kilkanaście minut później żołnierze byli już w leśniczówce, gdzie zatrzymało się dowództwo pułku. „Pierwszym z oficerów, który przywitał nas bardzo uprzejmie, był mjr Henryk Dobrzański – wspominał Józef Alicki. – Nie widać było na tym żołnierzu żadnego przygnębienia”. Dąbrowski, w przeciwieństwie do Dobrzańskiego, nie robił na żołnierzach dobrego wrażenia. „Ppłk Dąbrowski nie wierzył już w sens dalszej walki – pisał Alicki – nie wierzył również w możliwość przebicia się do Warszawy, która jeszcze się broniła. Ppłk Dąbrowski postanowił pułk rozwiązać. Mjr Dobrzański kategorycznie się temu sprzeciwił i sam objął dowództwo pułku”. Część żołnierzy odeszła z pułkownikiem Dąbrowskim. Alicki, razem ze 180 ułanami, pozostał przy majorze Dobrzańskim i walczył ze swoim sławnym dowódcą do jego ostatnich chwil, pełniąc przy „Hubalu” najróżniejsze, nawet najbardziej odpowiedzialne, funkcje i wypełniając najtrudniejsze rozkazy. Był – jak powiedział kiedyś jeden z hubalczyków – „najwierniejszym z wiernych”. To jego dotyczył ostatni rozkaz majora Dobrzańskiego: „Alicki do mnie!”.

U „Hubala” Alicki awansował dwukrotnie. Po śmierci Henryka Dobrzańskiego działał w Związku Walki Zbrojnej. W 1941 roku przeszedł do pracy w wywiadzie wojskowym. W tym czasie pod pseudonimami „Łukasz” i „Kwiecień” pełnił funkcję kuriera na trasie Warszawa-Wilno. W 1942 roku trafił do sekcji kolejowej wywiadu wojskowego Armii Krajowej w Białymstoku. Dwa lata później pod pseudonimem „Horba” wrócił do partyzantki. Został ranny w starciu pod Wyżarami. W sierpniu 1944 roku awansował do stopnia podporucznika. Za zasługi odznaczony został przez ówczesnego dowódcę Armii Krajowej Tadeusza Bora-Komorowskiego Orderem Virtuti Militari V klasy (za przewiezienie radiostacji w pudle od patefonu w wojskowym transporcie wiozącym Niemców na front) oraz dwukrotnie Krzyżem Walecznych.

Po wojnie i dwóch latach pracy na roli w Wiśniówku Józef Alicki trafił do Poznania, gdzie rozpoczął pracę w Centrali Mięsnej. Rok później pracował już w Radomiu w miejscowej tuczarni drobiu. Stamtąd trafił do Wrocławia a stąd do Torunia. Do Iławy przeprowadził się w 1955 roku. Tam do 1961 roku pracował w Przedsiębiorstwie Jajczarsko-Drobiarskim. Przez kolejne lata prowadził w Woli Kamieńskiej pod Iławą własne gospodarstwo. Zmarł nagle 9 czerwca 1989 roku. Został pochowany na cmentarzu przy ulicy Ostródzkiej. – To był wzorowy żołnierz i obywatel – wspomina Józefa Alickiego Heronim Baczewski, były naczelnik Iławy, Honorowy Prezes Towarzystwa Miłośników Ziemi Iławskiej. W 2000 roku Rada Miejska w Iławie nadała jednej z ulic nazwę „Rotmistrza Józefa Alickiego”.

Komentarze “Józef Alicki

  1. Witam.
    Miałem to szczęście i przyjemność rozmawiać z Panem Alickim w Olsztynie – Kortowo z przy okazji premiery filmu „Hubal” w studenckim Kinie (chyba 1973r.). Po spotkaniu w Domu Studenckim Nr. 7, Pan Alicki, z ochotą przyszedł do naszego pokoju (w D.S.7) gdzie w gronie kilku kolegów rozmawialiśmy ponad godzinę. Wiedziałem sporo n.t. Hubalczyków ponieważ pochodzę z hrubieszowskiego (Hubal), szkoła średnia w pow. Przysucha (Skłoby), oboje rodziców – A.K.. Wypowiadał się bez wyrzutów ale z negatywnym stosunkiem do ówczesnego ustroju. Również ówczesna ojczyzna nie zauważała BOHATERA.
    Któryś z kolegów wpiął Mu znaczek SZSP. Zapytał co to?. Pomogłem rozszyfrować skrót.
    Pan Alicki po usłyszeniu pierwszego wyrazu, wypiął znaczek i rzucił pod nogi. Posiadam ten znaczek do dzisiaj.
    Cieszę się też, że maiłem okazję przebywać na kilku godzinnym spotkaniu (kilkuosobowym) z Panem Bohdanem Porębą, któremu wspominałem o Józefie Alickim. Spotkanie z reżyserem odbyło się w okolicach 2010r. Choć w mediach wskazywany był jako zbierający profity w słusznie minionym okresie, to odebrałem jego filozofię życia jako przeciwną komunie. Przecież wersja ostateczna, to problemy z cenzurą. Ale o tym można poczytać w internecie. Przez krótki czas pracowałem w okolicach Niekłania (1980r). Miałem wówczas wątpliwą przyjemność odbycia krótkiej rozmowy z gen. Księżarczykiem. Ponieważ rozmowa odbyła się na terenie działania oddziału Hubala, wyraziłem swój szacunek dla jego dowódcy. Generał był bardzo poruszony moim stanowiskiem, wspomniał o negatywnych efektach działania Majora (Skłoby – 110 zamordowanych, zbiorowy cmentarz w Rzucowie, pow Przysucha), skarcił mnie wówczas młodego, pracującego na kierowniczym stanowisku – ale jakoś mi się upiekło.
    Do dzisiaj zachowałem niezmienną ocenę tamtych bohaterskich wydarzeń.
    Pozdrawiam
    Mieczysław P.

Dodaj komentarz