dworzectlo

Co robili w Iławie słynni kurierzy Armii Krajowej?

Wczesną jesienią 1942 roku, tuż po rozpoczęciu niemieckiej ofensywy pod Stalingradem, na peron dworca w Iławie wjechał Sonderzug wypełniony niemieckimi żołnierzami jadącymi z Heimatu na front wschodni. Było już późno. Na dworcu krzątali się niemieccy żołnierze. Jedni czyści i wypoczęci, w świeżych mundurach feldgrau, z błyszczącymi Verwundetenabzeichen wracali na Ostfront, inni zmęczeni, w wymiętym umundurowaniu, jechali na krótkie urlopy w stronę Rzeszy. Iława – ważny węzeł kolejowy w Prusach Zachodnich – była dla nich jedynie krótkim przystankiem w długiej podróży.

Zaledwie w kilka chwil po zatrzymaniu pociągu, z pierwszego wagonu wyszło dwóch volksdeutschów w mundurach i z dokumentami niemieckiej kolei. Jeden z nich udał się od razu w stronę dworcowej poczekalni, drugi po krótkiej rozmowie z napotkanymi kolejarzami, z niewielką paczką w ręku, wyszedł przed budynek neogotyckiego dworca i powolnym krokiem ruszył w stronę centrum miasta. Obaj po kilkunastu minutach mieli spotkać się w umówionym miejscu – u zbiegu ulic: Yorckstraße i Banhofstraße, które – w tym czasie już dość gęsto zabudowane – prowadziły w stronę ogromnego kompleksu koszar wojskowych i dalej w kierunku starego miasta.

Drugi z kolejarzy opuścił po kilku minutach dworcową poczekalnię i ruszył w stronę umówionego miejsca. Minął dwie charakterystyczne wieże ciśnień i po przejściu niespełna dwustu metrów doszedł do skrzyżowania Yorckstraße i Steinstraße, przy której znajdowała się szkoła artylerii przeciwlotniczej niemieckiej Marynarki Wojennej. Mimo, że było już ciemno, zwrócił uwagę na dumnie powiewającą nad olbrzymim budynkiem szkoły flagę III Rzeszy – Hakenkreuzfahne. Tuż przy skrzyżowaniu, po lewej stronie, w stromym zagłębieniu, zobaczył niewielkich rozmiarów staw – nazywany tu Poggenteich. Dopiero teraz zorientował się, że wychodząc z dworca powinien przejść przy przylegającej do niego budynku poczty i iść wzdłuż kolejowych zabudowań w stronę piętrowego hotelu dworcowego przy Banhofstraße. Była to dłuższa, ale bezpieczniejsza droga. Tu, znajdując się w sąsiedztwie szkoły artylerii, mógł niepotrzebnie przyciągnąć uwagę żandarmów, którzy stale patrolowali okolice wojskowego obiektu. Mimo tego nie zmienił trasy i kierował się w stronę miejsca spotkania. Lekko zdenerwowany szedł powoli nierównym chodnikiem wzdłuż wybrukowanej Yorckstraße. Minął pierwsze kamienice. Miasto o tej porze roku wraz z zachodem słońca zamierało. Na ulicy trudno było spotkać kogokolwiek. Tymczasem z jednej z kamienic wyszło niespodziewanie dwóch żandarmów. Zatrzymali kolejarza, w milczeniu obejrzeli jego dokumenty i jednym rzutem oka porównali postać z fotografią. Podpisane przez niemieckiego zawiadowcę stacji Warszawa Wschodnia Amtmanna Fetzera papiery volskdeutscha na nazwisko Adalbert Kozłowski, przydzielonego służbowo do kolei warszawskiej, nie wzbudziły zainteresowania. Po wymianie Deutsche Gruß, kolejarz ruszył w stronę umówionego miejsca spotkania, w którym czekał już jego kompan. Stąd ruszyli do mieszkania, w którym mieli spędzić najbliższą noc.

Obaj kolejarze poznali się zaledwie kilkanaście miesięcy wcześniej na warszawskiej Pradze. Obaj należeli do polskiego podziemia. Obaj zaangażowani w Akcję „N” podejmowali się najbardziej ryzykownych zadań, rozprowadzając podziemną prasę po Generalnym Gubernatorstwie i Rzeszy. Obaj przeszli do polskiej historii – Zdzisław Jeziorański, pseudonim Jan Nowak jako emisariusz Armii Krajowej, słynny Kurier z Warszawy i Stanisław Witkowski, pseudonim konspiracyjny „Żbik” jako jeden z najbardziej zasłużonych kurierów Akcji „N”, którego postać posłużyła w późniejszych audycjach BBC w ukazaniu zmagań społeczeństwa polskiego z niemieckim okupantem.

Iława stanowiła tego dnia dla wysłanników Armii Krajowej przystanek w drodze do Malborka. „W Prusach Wschodnich poruszanie się było szczególnie niebezpieczne, a kontrole także wobec Niemców tak częste i dokładne, że co chwila trzeba było sięgać do kieszeni po służbowe dokumenty” – wspominał po latach Jan Nowak-Jeziorański. „Nasz człowiek w Malborku, „Bolesław” (Wiśniewski) ostrzegał, abyśmy poruszali się jak najmniej i wynosili się z Prus Wschodnich jak najszybciej. Składałem te niezwykłe rygory na karb Gauleitera Kocha – wspominał Jeziorański – Dopiero po wojnie dowiedziałem się, że przebywaliśmy w pobliżu kwatery Hitlera”.

Iławę od Wilczego Szańca, z którego Adolf Hitler dowodził żołnierzami walczącymi na froncie wschodnim, dzieliło nieco ponad 130 kilometrów. W tutejszych koszarach cały czas znajdowały się jeszcze setki żołnierzy, którzy w każdej chwili mogli wyruszyć na Ostfront. To ich morale zamierzali podkopać kurierzy, którzy wczesną jesienią 1942 roku przyjechali do Iławy, zabierając ze sobą egzemplarze wydawnictw w języki niemieckim, skierowanych do żołnierzy niemieckich i volksdeutschów. Kurierzy mieli też ze sobą specjalnie przygotowane na tę wyprawę pisma przeznaczone dla polskich autochtonów – szczególnie Mazurów i Warmiaków. Gazety te, drukowane w większości w podziemnej drukarni w Warszawie, sugerować miały istnienie szerokiej antyhitlerowskiej opozycji wewnątrz armii niemieckiej. Celem działań było też złamanie jedności partii nazistowskiej.. Jednymi z bardziej popularnych wydawnictw, które kolportowane były na terenie Rzeszy, były „Der Soldat” (Żołnierz) – redagowany jako organ antyhitlerowskiej konspiracji w Wehrmachcie, “Kennst Du die Wahrheit ?” (Czy znasz prawdę?) – gazeta przeznaczona dla cywilnych mieszkańców III Rzeszy oraz „Die Zukunft” (Przyszłość) – pismo dla polskich volksdeutschów.

W Iławie dalszą dystrybucją przywiezionej przez kurierów prasy kierował Ignacy Tucholski, pracownik masarni, prywatnie kuzyn „Żbika” od strony matki. Tucholski ulokował tego wieczoru wysłanników Armii Krajowej w jednym z robotniczych lokali, gdzie mieszkały już przebywające w Iławie na robotach przymusowych młode Polki z Wielkopolski. „Panienki spragnione były bardzo polskiego towarzystwa – wspominał Jeziorański. – Na stole znalazł się gramofon i przedwojenne płyty. Pomimo zmęczenia i niewyspania spełniając jeszcze jeden patriotyczny obowiązek obtańcowaliśmy rodaczki do późna w nocy” – wspominał. Gdzie trafiła podziemna prasa dostarczona do Iławy przez Jana Nowaka-Jeziorańskiego i Stanisława Witkowskiego, dziś można się jedynie domyślać. Najprostsza metoda dystrybucji podziemnej prasy polegała na podrzucaniu przez regionalne komórki „N” kilku egzemplarzy wydawnictw w wagonach Sonderzugów udających się na front wschodni. Gazety wkładano również do kieszeni płaszczy wojskowych pozostawionych w dworcowej poczekalni. Pozostawiano je także w dworcowych toaletach. Cywile znajdowali druki w hotelach a także w zakładach pracy i skrzynkach na listy.

Iława nie była jedynym miastem, w którym działał Ignacy Tucholski. Rejon Akcji „N”, którym kierował pracownik iławskiej masarni, obejmował oprócz Iławy także Elbląg, Olsztyn i Malbork. Strefa ta ochrzczona została przez kurierów Armii Krajowej kryptonimem „Rzeźnia”. W rejonie rozprowadzono łącznie kilkanaście tysięcy egzemplarzy gazet.

Nie wiemy, jaki los spotkał Ignacego Tucholskiego w dalszych latach wojny lub – jeżeli dożył 1945 roku – w latach powojennych. Być może pozostał w Iławie a dziś mieszkają tu jego potomkowie? Stanisław Witkowski, pseudonim „Żbik”, zmarł w 2008 roku, przeżywszy 91 lat. W 1943 roku wpadł w zasadzkę zorganizowaną przez Gestapo. Był bity i torturowany. Nie tylko nikogo nie zdradził, ale i zdołał uciec z więzienia. W 1944 roku wziął udział w Powstaniu Warszawskim. Po II wojnie światowej wyjechał do Anglii, następnie przeniósł się do Argentyny, by ostatecznie po pobycie w USA wrócić do Polski. Był to jeden z „najofiarniejszych i najodważniejszych ludzi, jakich spotkałem podczas wojny w polskim Podziemiu” – pisał o „Żbiku” w 2003 roku Jan Nowak-Jeziorański. On sam po wielu miesiącach pracy w Akcji „N” zgłosił się jako ochotnik jako kurier Armii Krajowej do władz polskich znajdujących się poza granicami okupowanej Polski. Został wysłany z pocztą do Sztokholmu. Po sukcesie swojej pierwszej misji powierzono mu funkcję emisariusza do rządu polskiego w Londynie. W brytyjskiej stolicy odbył nie tylko rozmowy z przedstawicielami rządu polskiego na uchodźstwie, ale również z miejscowymi politykami, w tym także z Winstonem Churchillem. Pod koniec lipca 1944 roku Nowak-Jeziorański wrócił do Warszawy. W przeddzień kapitulacji, działając z rozkazu komendanta Armii Krajowej generała Tadeusza Bora-Komorowskiego, wyruszył ponownie do Londynu, wywożąc setki dokumentów i zdjęć. Jako emisariusz Armii Krajowej zyskał sobie przydomek Kurier z Warszawy. Po wojnie pozostał na Zachodzie, mieszkając w Londynie, Monachium i Waszyngtonie. Zyskał uznanie jako pracownik polskiej redakcji radia BBC oraz Radia Wolna Europa. Do Polski po raz pierwszy po wojnie wrócił w 1989 roku. Na stałe zamieszkał nad Wisłą w 2002 roku. Zmarł trzy lata później w Warszawie.

Dzięki odważnym działaniom kurierów, Akcja “N” w 1943 roku objęła większość kraju. Niestety, już w 1944 roku w wyniku dekonspiracji głównej drukarni AK w Warszawie i wzmocnienia propagandy komunistów polskich z PPR, akcja została zawieszona. Armia Krajowa skupiła się na Akcji “Antyk”, której celem było prowadzenie antykomunistycznej i antysowieckiej działalności propagandowej.

Okres od 1939 do 1945 roku, do tej pory nieopracowany przez historyków, stanowi w dziejach Iławy niezapisaną kartę. Na swoich odkrywców czekają cały czas historie żołnierzy, którzy 1 września wyruszyli z iławskich koszar i przekroczyli granicę na Drwęcy w Rodzonym a także dzieje jednostek, które w styczniu 1945 roku próbowały odbić Iławę z rąk sowieckich, opóźniając tym samym radziecki marsz w kierunku Zalewu Wiślanego. Szczególnie ten ostatni epizod, zupełnie pominięty we wszystkich publikacjach dotyczących historii Iławy, zasługuje na szersze ukazanie. Niewiele osób wie dziś także, że na pamiątkę zdobycia Iławy i Ostródy 22 stycznia 1945 roku wystrzelono w Moskwie na rozkaz samego Stalina 20 salw. A to tylko kilka historii, które należy sukcesywnie odkrywać, poznawać i utrwalać.

Dodaj komentarz